Bez pracy – co dalej?

Korzystanie z pożyczki lub kredytu jest bardzo wygodne, zwłaszcza jeśli każdego miesiąca na konto wpływa kwota, która służy spłacie zadłużenia. Nie przeraża fakt, że zobowiązania finansowe z miesiąca na miesiąc relatywnie rosną (wynik zaciągnięcia kolejnej pożyczki), skoro jest za co spłacać.

Nikt nie przejmuje się ewentualnym czarnym scenariuszem. Oszczędności na koncie są równe 0, bo wszystko poszło już dawno temu na zakup np. samochodu, remont mieszkania itp.

Każdy kolejny wydatek, mniej lub bardziej pilny, pokrywany jest z pożyczki. Doskonała długoletnia spłacalność skłania banki do udzielania kolejnego wsparcia finansowego.

Aż tu nagle – redukcja zatrudnienia w zakładzie pracy. Po dwóch tygodniach zostajemy bez środków do życia. Odprawa starczy na życie, ale co później? Jeśli nie uda się znaleźć pracy, a pieniędzy pozostało niewiele, sytuacja może stać się dramatyczna.

Wierzyciele (przede wszystkim banki) nie będą czekać. Ze znajomymi możemy się dogadać, ale to nie potrwa wieczność. Po 30-60 dniach po terminie płatności nasze dane banki przekażą dane personalne delikwenta do biur informacji gospodarczej, takich jak KRD, INFOMONITOR, ZBP czy BIK. Konsekwencje tego pojawią się lawinowo. Problemy z otrzymaniem takich dóbr jak telefon na abonament, kablówka, hipoteka. To praktycznie zamyka drogę do otrzymania kredytu czy pożyczki w każdym innym banku, nie mówiąc już o karcie kredytowej.

Do tego nie ma mowy o pracy na stanowisku wymagającym zaufania publicznego, co osobie o takich kwalifikacjach może zamknąć drogę do kariery zawodowej.

Mało kto o tym myśli podejmując decyzję o zaciąganiu kolejnego kredytu, bo przecież „jakoś to będzie”, „spłaci się”, „najwyżej pożyczę od rodziców”, „najwyżej zapłacę 3 dni później, przecież i tak wszyscy tak robią” itp. Takie podejście skutecznie może skomplikować sytuację i nawet nie wiedzieć kiedy ściągnąć lawinę długów, z której nie da się już tak łatwo wyjść.